Czy jest przyjaciel równy mu,
co ścieżkę wskaże ci.
Uczciwe serce, wierny druh,
duch wielki w oczach lśni…
Każdy z nas spotyka w swoim życiu wyjątkowych ludzi i wyjątkowe zwierzęta. Ja i moi najbliżsi również mieliśmy zaszczyt spędzić wiele szczególnie pięknych chwil u boku bardzo mądrego i wrażliwego psa, który nauczył nas wszystkich bezwarunkowej miłości, tego jak bardzo można kochać nie oczekując zbyt wiele w zamian…
Red był psem po przejściach, niechciany przez innych ludzi trafił do naszej rodziny. Przez ponad pół roku bardzo bał się mężczyzn, ale otoczony miłością nauczył się, że nie każdy człowiek jest przepełniony złością i okrucieństwem. Zrozumiał, że są ludzie, którzy cieszą się każdym jego spojrzeniem i gestem. Odzyskał utraconą wcześniej wiarę w dobro człowieka i stał się pewnym siebie dojrzałym owczarkiem.
Kiedy jeździliśmy w góry był naszym przewodnikiem, dumnie kroczył przed nami i poganiał do przodu ciekaw nowych zapachów i widoków. Gdy wspinaliśmy się na Łabski Szczyt i z lasu wyszliśmy na łąkę nasz druh był mocno zdziwiony , miał śmieszny wyraz pyszczka i chyba sam nie wiedział, co ma zrobić kiedy dostrzegł na łące stado koni. A jeszcze bardziej był zaskoczony, kiedy stojąc na zmrożonym brzegu górskiego potoku lód się pod nim załamał i umoczył zadek w lodowatej wodzie. Szkoda mi go było, ale dzielnie sobie poradził i zdobył nowe doświadczenie.
Pewnego razu zbyt późno zaczęliśmy schodzić ze szczytu i zrobiło się zupełnie ciemno, oczywiście nie mieliśmy latarki, ale na szczęście był z nami nasz kochany Reduś i poprowadził nas na dół po śladach, którymi wcześniej szliśmy. Byliśmy z niego bardzo dumni.
Kiedy jeździliśmy nad morze Red próbował każdą falę złapać w swój pysior, a kiedy czasami chcieliśmy , żeby odpoczął i poleżał obok nas na piachu, to on jak małe dziecko, które nie może doczekać się kiedy znów wejdzie do wody leżał obrażony i popiskiwał.
Kiedy leżeliśmy razem przytuleni na legowisku potrafiłam zasnąć słuchając bicia jego serca, a on nie drgnął dopóki nie wstałam. Był bardzo cierpliwy i uwielbiał, gdy byliśmy blisko niego…

Red odszedł od nas 13 listopada 2003 roku w wieku 9 lat po bardzo ciężkiej walce z chorobą nowotworową. Ostatnie dni jego życia przepełnione były olbrzymim cierpieniem, którego nie były w stanie uśmierzyć żadne leki. Po prostu jego organizm nie był w stanie tego pokonać. Nasz przyjaciel odszedł, ale my nosimy Go w głębi naszych serc i nigdy o nim nie zapomnimy. Tak naprawdę jego dzielny duch już zawsze będzie razem z nami.
Pragniemy, aby w naszej klinice Red był symbolem prawdziwej miłości i troskliwości, jaką staramy się obdarzyć naszych pacjentów.
lek. med. wet. Magdalena Zawilinska-Pankiewicz

